Wygląda na to, że sezon wycieczkowy powoli kończy się . W zeszły czwartek wróciłam z Rzymu. Był to wyjazd bardzo szczególny zwłaszcza dla uczestników mojej wycieczki. Dla większości odwiedzenie Grobu Jana Pawła II było wielkim przeżyciem. Niektórzy na wyjazd do Rzymu czekali przez całe swoje życie jak np Pani Amelia w wieku 92 lat. Oczywiście nie wybrała się sama w podróż. Towarzyszył jej wnuk oraz jego żona. Nie ukrywam, że miałam trochę obawy w związku z jej wiekiem. Pani Amelia okazała się być osobą bardzo pogodną i towarzyską. Proszę sobie wyobrazić, że przedostatniego dnia kiedy wszyscy wieczorem byli tak zmęczeni, że na moje hasło przy kolacji " Kto ma ochotę na spacer po Rzymie nocą" nikt nie odpowiedział na tak, oprócz pani Amelia, która krzyknęła głośno " Ja". Właściwie każdy nazywał ją " babcia". Oczywiście za jej zgodą.
Wycieczka zaczęła się już z przygodami na lotnisku. Mianowicie Ada omyłkowo zapakowała do bagażu podręcznego, który zabierała na pokład szlachetny trunek " METAXĘ". Nie byle jaką *****
Była to tylko mała piersiówka, ale trudno było się z nią rozstać. No cóż nasze służby natychmiast to wytropiły na monitorach komputera prześwietlającego bagaż i uprzejmie poinformowały ją, że ma dwie opcje: wyrzucić do kosza lub wypić.Szybka decyzja: " Nie wyrzucę, piję" Po jednym dużym łyku na pomoc w piciu przyszła Basia. Ja również zostałam poczęstowane. Kiedy dotarłyśmy do Gate słyszałam tylko głosy innych " szkoda, że mnie nikt nie zawołał"
Może nie powinnam się zbytnio chwalić, ale na moich wyjazdach osoby się bardzo integrują ze sobą. Przechodzimy na ty i nie ważna jest różnica wieku. Jest naprawdę wesoło. Oczywiście wszyscy są punktualni. Z przyjemnością obserwuję, że grupami osób niepełnosprawnych zaczynają jeździć osoby zdrowe. Czyżby nasze społeczeństwo normalniało i zaczęło rozumieć, że zwiedzanie z osobami niepełnosprawnymi ma również duże plusy. Omijamy kolejki. Często udaje mi się dla wszystkich załatwić darmowe wstępy. Również nie poruszamy się komunikacją publicznym tylko dostosowanymi i zwykłymi busami.
Lotnisko Fumicino wita nas letnią pogodą. Czeka na nas polska przewodniczka, która będzie nam opowiadała o Rzymie podczas przejazdu do hotelu. Jest niedziela dlatego przejażdżka trwa znacznie krócej niż w dzień powszedni.
Jako, że hotel znam już zameldowanie przebiega bez problemów. O godzinie 18:00 zasiadamy do kolacji. W Polsce na pierwsze danie dostalibyśmy zupę - we Włoszech jest serwowany w różnych postaciach makaron z serem i obowiązkowym startym serem. Myślałam, że grupa jedząc makaron codziennie powie " BASTA" czyli stop dosyć. Chyba jednak bardzo polubili to danie. Na drugie danie podaje się mięso, sałatę. Oczywiście obowiązkowo na stole króluje chleb i oliwa. Po prostu maczamy chleb w oliwie i popijamy pysznymi winami. Nie muszą to być bardzo drogie wina. W supermarkecie już można kupić smaczne wino za 3-5 EUR.
Pierwszego dnia częstuję wszystkich białym i czerwonym winem.
Następny dzień zaczynamy trochę nerwowo. Mamy zamówiony bus dostosowany i zwykły. Okazuje się, że ten pierwszy pomylił adresy, kiedy drugi już czekał pod Bazyliką. Modlę się, abyśmy dotarli na czas na mszę przy Grobie Ojca Świętego. Udaje się być dokładnie w tym samym czasie kiedy do ołtarza zbliżają się polscy księża. Po Mszy zwiedzanie z polską przewodniczką Małgosią - wszyscy oczarowani. Faktycznie Małgosia pięknie opowiada i tym zyskuje dużą sympatię.
Mamy kolejny problem - przez pomyłkę nie zostaje zabrany wózek dla babci czyli pani Melanii. Ale i na to jest sposób. Jurek oddaje swój wózek ( chociaż też potrzebuje). Używamy tego samego wózka dowożąc najpierw babcię, a potem przyjeżdżając po Jurka.
Po południu przed zwiedzaniem Muzeum Watykańskiego prowadzę grupę na dobrą porcjowaną pizzę.
Idąc wzdłuż Murów Watykańskich słyszę pytania: " Czy ta kolejka jest do Muzeum? Czy na pewno nas wpuszczą. Zapewniam, że wszystko załatwione. Na marginesie dodam, że Muzeum zrobiło złą rezerwację i przewodnik też czekał 13 września. Zdarza się. Oczywiście możemy tylko powiedzieć, że byliśmy w Muzeum. Najważniejsze, że docieramy do Kaplicy Sykstyńskiej.
NOWA ZELANDIA OCZAMI KULAWEJ BLONDYNKI
poniedziałek, 20 października 2014
sobota, 18 października 2014
Londyn - Paryż - Jesenik - Toskania - Rzym
Tak. Od 26 września do 16 października br byłam praktycznie w ciągłej podróży organizując wycieczki dla niepełnosprawnych. Jednym wyjątkiem był wyjazd do Jesenik na zaproszenie Czeskiego Tour Operatora. Wyliczyłam, że 10 razy startowałam i lądowałam. Wreszcie widzę sens prowadzenia biura dla osób niepełnosprawnych i cieszę się, że przybywa nowych klientów. Nie powiem, że zawsze jest łatwo. Cieszę się jednak kiedy klienci mówią, że wyjazd był udany i proszą o więcej.
poniedziałek, 22 września 2014
KRÓTKA WIZYTA W JESENIKACH U NASZYCH CZESKICH SĄSIADÓW
Tym razem gościłam w Jesenikach oddalonych tylko ok 20 km od Głuchołazów. Byłam zaproszona przez Czeskiego organizatora turystyki na objazd po hotelach pod kątem udogodnień dla osób niepełnosprawnych.
Oczywiście zaproszenie z wielką radością przyjęłam i tutaj zaczęły się problemy. Okazuje się, że nie ma dojazdu do Jesenik, jeżeli się nie ma prywatnego samochodu. Brak jest połączeń autobusem z Głuchołaz i innych miejsc. Martin proponował mi jazdę pociągiem do Ostrawy. Następnie ktoś wyjechałaby po mnie na stację. Jako, że pociągów unikam zostało mi dalsze kombinowanie. Oczywiście przypominam sobie BLA BLA CAR. Okazuje się, że mam szczęście. Ktoś jedzie w tym kierunku. Cieszę się, że wszystko jest po mojej myśli. Dojeżdżam z bardzo sympatycznym kierowcą podróżującym z ojcem i kolegą. ok 21 przyjeżdżam do Głuchołaz. Za chwilę podjeżdża Martin z Kamilą i zabierają mnie do Jesenik. Po 20 minutach jazdy jestem w Jesenikach. Śpię w 4**** hotelu. Lokalizacja świetna w samym centrum
Oczywiście zaproszenie z wielką radością przyjęłam i tutaj zaczęły się problemy. Okazuje się, że nie ma dojazdu do Jesenik, jeżeli się nie ma prywatnego samochodu. Brak jest połączeń autobusem z Głuchołaz i innych miejsc. Martin proponował mi jazdę pociągiem do Ostrawy. Następnie ktoś wyjechałaby po mnie na stację. Jako, że pociągów unikam zostało mi dalsze kombinowanie. Oczywiście przypominam sobie BLA BLA CAR. Okazuje się, że mam szczęście. Ktoś jedzie w tym kierunku. Cieszę się, że wszystko jest po mojej myśli. Dojeżdżam z bardzo sympatycznym kierowcą podróżującym z ojcem i kolegą. ok 21 przyjeżdżam do Głuchołaz. Za chwilę podjeżdża Martin z Kamilą i zabierają mnie do Jesenik. Po 20 minutach jazdy jestem w Jesenikach. Śpię w 4**** hotelu. Lokalizacja świetna w samym centrum
sobota, 13 września 2014
Dlaczego tak długo nie pisałam?
Nie zdawałam sobie sprawy, że mój ostatni wpis jest z dnia 02 sierpnia. O Boże jak ten czas szybko leci. Od tego czasu ja byłam praktycznie cały czas w podróży. 13 Sierpnia poleciałam na Kretę. Był to wyjazd bez grupy. Chciałam połączyć odpoczynek i pracę. Może w przyszłym roku udałoby mi się zorganizować wycieczkę na tą uroczą wyspę, która nie tylko ma do zaoferowania piękne plaże, smaczne jedzenie, ale również wiele zabytków do zwiedzania. To właśnie na tej wyspie wg legendy urodził się Zeus. Kreta była centrum Minojskiej cywilizacji oraz pierwszą
cywilizacją w Europie.Wycieczkę kupowałam w biurze podróży specjalizującym się w sprzedaży greckich wysp. Informowałam przez cały czas, że będąc osobą niepełnosprawną,życzę sobie pokój na parterze. No cóż po przylocie okazało się, że owszem ma pokój na parterze do którego prowadzą schody bez poręczy - 8 stopni. Wołam managera i tłumaczę, że chyba zaszła pomyłka. I co słyszę, że to jest właśnie pokój na parterze. A poza tym hotel nie jest dostosowany dla osób niepełnosprawnych, a ja nie powinnam się w tym hotelu znaleźć. Zaczynają się telefony do biura w kraju, wzywanie rezydentów. Po 2 godzinach dostałam apartament na 2 noce w budynku głównym z windą. Były 3 schodki, ale dawałam radę. Ciekawe spostrzeżenie - pokój, który dostałam był w lepszym standardzie ponieważ był sprzedawany kontrahentowi niemieckiemu. Pokoje dla Polaków był znacznie w gorszym standardzie.
Zapominam o trudnościach i udaję się na plażę, która jest przy hotelu, dosłownie parę metrów. Bez barierowa na szczęście. Lokalizacja super.
W trakcie wycieczki byłam na dwóch wycieczkach zorganizowanych przez biuro - jedna do Herakionu , drugą na plażę Elafonisi. Oczywiście po drodze oglądaliśmy inne ciekawe miejsca jak np najstarsze drzewko oliwkowe, które ma 3000 lat i nadal owocuje. Właśnie zdrowie, wieczną młodość, witalność i długie życie Kreteńczycy zawdzięczają swojej tradycyjnej kuchni opartej na oliwie z oliwek, warzywach, owocach i winie.
Zapominam o trudnościach i udaję się na plażę, która jest przy hotelu, dosłownie parę metrów. Bez barierowa na szczęście. Lokalizacja super.
W trakcie wycieczki byłam na dwóch wycieczkach zorganizowanych przez biuro - jedna do Herakionu , drugą na plażę Elafonisi. Oczywiście po drodze oglądaliśmy inne ciekawe miejsca jak np najstarsze drzewko oliwkowe, które ma 3000 lat i nadal owocuje. Właśnie zdrowie, wieczną młodość, witalność i długie życie Kreteńczycy zawdzięczają swojej tradycyjnej kuchni opartej na oliwie z oliwek, warzywach, owocach i winie.
sobota, 2 sierpnia 2014
DO LEKARZA RODZINEGO W MOJEJ PRZYCHODNI MUSZĘ CZEKAĆ DO 25 WRZEŚNIA 2014
Dzisiaj piszę nie o podróżach tylko n naszej Służbie Zdrowia, a właściwe o decyzjach FUNDUSZU ZDROWIA, KTÓRY WYDAJE CORAZ BARDZIEJ KRETYŃSKIE PRZEPISY.
Praktycznie cały zeszły tydzień był pod znakiem dostania się do lekarza rodzinnego. W poniedziałek udałam się do przychodni na Żwirki i Figury, aby zrobić EKG, które potrzebowałam na wtorek na konsultację do Konstancina. Drugi absurd. Wymagają pełnego zestawu badań, na które nikt nie patrzy. I co usłyszałam, że potrzebuję skierowanie od lekarza. No, ale lekarz teraz mi nie przyjmie, muszę się zapisać. Do tej pory można było robić to badanie bez skierowania. No cóż próbuję ponownie następnego dnia rano. Tym razem trafiam na mniejszy opór ze strony rejestracji. Tylko muszę zapłacić 12,50. Dostaję badanie bez opisu, bo na opis trzeba czekać nawet tydzień. Paranoja. Zadowolona jadę do Konstancina na konsultację. Pani doktór mnie bada, a właściwie coś pisze. Za chwilę zwraca się do mnie i mówi, że owszem rehabilitacja mi się należy już nawet teraz, ale będę dopiero przyjęta za 2 lata. Fundusz zezwala przyjmować tylko osoby po operacjach lub po pobycie w szpitalu. Radzi mi się położyć do szpitala i wtedy dostanę się po pół roku. Ja osoba niepełnosprawna z niepełnosprawnością wrodzoną nie mogę skorzystać raz w roku ze stacjonarnej rehabilitacji bo nie byłam hospitalizowana. Teraz rozumiem w jakich celach niektórzy chodzą do szpitala. Niektórym udaje się w ten sposób bywać na rehabilitacji kilka razy w roku.
Postanawiam udać się ponownie do lekarza rodzinnego w ostatni czwartek 31.08.2014. I cóż słyszę, że mój lekarz rodzinny jest na urlopie do września. Najwcześniej mogę dostać się do innego lekarza dopiero 13 sierpnia. Jestem upierdliwa więc słyszę: " proszę zapytać lekarza czy panią przyjmie". Pani doktór chce wiedzieć co się dzieję. Mówię, że potrzebuję skierowanie na rehabilitację i mam złe wyniki badań . Słyszę, że skierowanie owszem mi wypisze, ale moją diagnostyką już się nie zajmie. Muszę się udać do swojego lekarza prowadzącego. Mówię, że mój lekarz jest nieobecny i pytam czy jak się przepiszę do pani doktor to mnie przyjmie
Przepisuję się do pani doktor i co się okazuje, że najbliższy termin jaki może mnie przyjąć to jest 25 września.
Ja potrzebuję lekarza nie za dwa miesiące tylko teraz. Pytam w recepcji dlaczego nie przyjmują zapisów na bieżąco. Okazuje się, że wiele pacjentów zapisuje się do lekarza tak na wszelki wypadek blokując w ten sposób miejsce. Pytam czy to jest normalne?
Inna ciekawostka lekarz dyżurny może przyjąć tylko 20 pacjentów dziennie. Pytam czy to jest normalne?
Praktycznie cały zeszły tydzień był pod znakiem dostania się do lekarza rodzinnego. W poniedziałek udałam się do przychodni na Żwirki i Figury, aby zrobić EKG, które potrzebowałam na wtorek na konsultację do Konstancina. Drugi absurd. Wymagają pełnego zestawu badań, na które nikt nie patrzy. I co usłyszałam, że potrzebuję skierowanie od lekarza. No, ale lekarz teraz mi nie przyjmie, muszę się zapisać. Do tej pory można było robić to badanie bez skierowania. No cóż próbuję ponownie następnego dnia rano. Tym razem trafiam na mniejszy opór ze strony rejestracji. Tylko muszę zapłacić 12,50. Dostaję badanie bez opisu, bo na opis trzeba czekać nawet tydzień. Paranoja. Zadowolona jadę do Konstancina na konsultację. Pani doktór mnie bada, a właściwie coś pisze. Za chwilę zwraca się do mnie i mówi, że owszem rehabilitacja mi się należy już nawet teraz, ale będę dopiero przyjęta za 2 lata. Fundusz zezwala przyjmować tylko osoby po operacjach lub po pobycie w szpitalu. Radzi mi się położyć do szpitala i wtedy dostanę się po pół roku. Ja osoba niepełnosprawna z niepełnosprawnością wrodzoną nie mogę skorzystać raz w roku ze stacjonarnej rehabilitacji bo nie byłam hospitalizowana. Teraz rozumiem w jakich celach niektórzy chodzą do szpitala. Niektórym udaje się w ten sposób bywać na rehabilitacji kilka razy w roku.
Postanawiam udać się ponownie do lekarza rodzinnego w ostatni czwartek 31.08.2014. I cóż słyszę, że mój lekarz rodzinny jest na urlopie do września. Najwcześniej mogę dostać się do innego lekarza dopiero 13 sierpnia. Jestem upierdliwa więc słyszę: " proszę zapytać lekarza czy panią przyjmie". Pani doktór chce wiedzieć co się dzieję. Mówię, że potrzebuję skierowanie na rehabilitację i mam złe wyniki badań . Słyszę, że skierowanie owszem mi wypisze, ale moją diagnostyką już się nie zajmie. Muszę się udać do swojego lekarza prowadzącego. Mówię, że mój lekarz jest nieobecny i pytam czy jak się przepiszę do pani doktor to mnie przyjmie
Przepisuję się do pani doktor i co się okazuje, że najbliższy termin jaki może mnie przyjąć to jest 25 września.
Ja potrzebuję lekarza nie za dwa miesiące tylko teraz. Pytam w recepcji dlaczego nie przyjmują zapisów na bieżąco. Okazuje się, że wiele pacjentów zapisuje się do lekarza tak na wszelki wypadek blokując w ten sposób miejsce. Pytam czy to jest normalne?
Inna ciekawostka lekarz dyżurny może przyjąć tylko 20 pacjentów dziennie. Pytam czy to jest normalne?
niedziela, 27 lipca 2014
Refleksje po pobycie w Mielnie
Jestem już z powrotem w Warszawie po pobycie w Mielnie gdzie przebywałam na turnusie rehabilitacyjnym. Nie mogłam narzekać na pogodę, która nie ustępowała pogodzie w krajach śródziemnomorskich. Na 12 dni miałam tylko jeden dzień z deszczem, a właściwie padało tylko w nocy.
Również warunki pobytu były bardzo dobre, jedzenie smaczne. Chociaż tutaj miałabym małe zastrzeżenie - brak owoców do posiłków, które przecież w sezonie nie są bardzo drogie. Cóż wszyscy oszczędzamy.
Powiedziałam sobie nigdy więcej Mielna w pełni sezonu. Dlaczego? Po pierwsze nie można swobodnie leżeć na plaży - dosłownie nie ma gdzie. Ja na plażę wybierałam się w godzinach bardzo rannych, o godzinie 6:30. Wstałam z wielkim oporem, ale w duchu sobie mówiłam, że to dla mojego zdrowia. Mogłam swobodnie pomoczyć nogi w zimnym Bałtyku. Po wdychać morskiego jodu. Nasze morze wygląda o poranku najpiękniej.
Zmorą w Mielnie chyba jest pijana młodzież. Spotkać ich można na każdym kroku. Ich głośnie zachowanie słychać wszędzie. Są bardzo uciążliwi w godzinach wieczornych i nocnych Jestem naprawdę w szoku obserwując młodych ludzi i ich zachowanie na plaży. Każde słowo zaczynają od K.... Już rano, a może jeszcze po nocy byli pijani. Spotykałam ich na plaży z butelkami piwa i innego alkoholu. Jak można o 6:30 pić, a następnie wskakiwać do wody. Rozbite butelki walają się po piachu. Służby porządkowe nie nadążają za sprzątaniem.
We wcześniejszym mailu pisałam o rampie, która pod żadnym względem nie była bezpieczna dla osób na wózkach, słabo chodzących, a nawet osób zdrowych. Ja za każdym razem musiałam przechodniów prosić o pomoc przy schodzeniu na plażę.
Pomimo tych zastrzeżeń bardzo mi było żal, kiedy wczoraj wsiadałam do samochodu kierowcy z portalu Blablacar, aby wrócić do Warszawy. Oczywiście jazda super. Nawet mi kierowca wniósł walizkę do mieszkania.
Dla tych co chcą naprawdę odpocząć zalecam wyjazd przed lub po sezonie.
sobota, 19 lipca 2014
MIELNO I WYPOCZYNEK
Jestem już w Mielnie od paru dni i chciałam się podzielić kilkoma refleksjami z pobytu na turnusie rehabilitacyjnym.
Po kilku dniach czuję się naprawdę zrelaksowana. Zabiegi rehabilitacyjne bardzo dobre. Pan rehabilitant, Andrzej jest naprawdę zaangażowany i chce mi pomóc. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że po kilku razach nie ozdrowieje. Zwłaszcza, że powinnam ćwiczyć regularnie sama.
Na terenie ośrodka znajdują się dwa baseny. Jeden ze zwykłą wodą, drugi z solą z Morza Martwego. Do tego jeszcze można skorzystać z różnego rodzaju Saun, natrysków. Coś fantastycznego kiedy możemy relaksować się przy dźwiękach muzyki. Nie chce się wychodzić.
Jedzenie pychota - chyba wolałabym, aby było mniej - moja dieta znowu schodzi na dalsze plany. Trochę ciężko mi korzystać z bufetu chodząc o kuli. Kelnerzy są na tyle mili i uczynni, że pomagają mi.
Ogólnie cały obiekt jest dostosowany do potrzeb osób na wózkach inwalidzkich. Oczywiście znalazłoby się kilka niedociągnięć np brak podnośnika do basenu.
Do plaży mam blisko. Niestety zejście na plażę nie do końca można nazwać dostosowanym. Co z tego, że jest rampa. Zejście nie jest w żadnym wypadku bezpieczne ponieważ kawałek deski, który udaje rampę jest bardzo śliski. Powinno być wyłożone gumą. Zadzwoniłam nawet do Urzędu Miejskiego. Usłyszałam, że może to potrwać długo bo musi to iść drogą urzędową. Zamiast zareagować natychmiast. Dopiero jak stanie się komuś coś zaczną działać.
Nie polecam nikomu przyjazdu do Mielna w pełni sezonu. Przy wysokich tropikalnych temperaturach na plaży nie można nawet szpilki włożyć. Już od godziny 9:00 rano jest pełno ludzi. Dlatego ja wolę chodzić na plażę, albo bardzo rano lub wieczorem.
Po kilku dniach czuję się naprawdę zrelaksowana. Zabiegi rehabilitacyjne bardzo dobre. Pan rehabilitant, Andrzej jest naprawdę zaangażowany i chce mi pomóc. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że po kilku razach nie ozdrowieje. Zwłaszcza, że powinnam ćwiczyć regularnie sama.
Na terenie ośrodka znajdują się dwa baseny. Jeden ze zwykłą wodą, drugi z solą z Morza Martwego. Do tego jeszcze można skorzystać z różnego rodzaju Saun, natrysków. Coś fantastycznego kiedy możemy relaksować się przy dźwiękach muzyki. Nie chce się wychodzić.
Jedzenie pychota - chyba wolałabym, aby było mniej - moja dieta znowu schodzi na dalsze plany. Trochę ciężko mi korzystać z bufetu chodząc o kuli. Kelnerzy są na tyle mili i uczynni, że pomagają mi.
Ogólnie cały obiekt jest dostosowany do potrzeb osób na wózkach inwalidzkich. Oczywiście znalazłoby się kilka niedociągnięć np brak podnośnika do basenu.
Do plaży mam blisko. Niestety zejście na plażę nie do końca można nazwać dostosowanym. Co z tego, że jest rampa. Zejście nie jest w żadnym wypadku bezpieczne ponieważ kawałek deski, który udaje rampę jest bardzo śliski. Powinno być wyłożone gumą. Zadzwoniłam nawet do Urzędu Miejskiego. Usłyszałam, że może to potrwać długo bo musi to iść drogą urzędową. Zamiast zareagować natychmiast. Dopiero jak stanie się komuś coś zaczną działać.
Nie polecam nikomu przyjazdu do Mielna w pełni sezonu. Przy wysokich tropikalnych temperaturach na plaży nie można nawet szpilki włożyć. Już od godziny 9:00 rano jest pełno ludzi. Dlatego ja wolę chodzić na plażę, albo bardzo rano lub wieczorem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)