Tym razem gościłam w Jesenikach oddalonych tylko ok 20 km od Głuchołazów. Byłam zaproszona przez Czeskiego organizatora turystyki na objazd po hotelach pod kątem udogodnień dla osób niepełnosprawnych.
Oczywiście zaproszenie z wielką radością przyjęłam i tutaj zaczęły się problemy. Okazuje się, że nie ma dojazdu do Jesenik, jeżeli się nie ma prywatnego samochodu. Brak jest połączeń autobusem z Głuchołaz i innych miejsc. Martin proponował mi jazdę pociągiem do Ostrawy. Następnie ktoś wyjechałaby po mnie na stację. Jako, że pociągów unikam zostało mi dalsze kombinowanie. Oczywiście przypominam sobie BLA BLA CAR. Okazuje się, że mam szczęście. Ktoś jedzie w tym kierunku. Cieszę się, że wszystko jest po mojej myśli. Dojeżdżam z bardzo sympatycznym kierowcą podróżującym z ojcem i kolegą. ok 21 przyjeżdżam do Głuchołaz. Za chwilę podjeżdża Martin z Kamilą i zabierają mnie do Jesenik. Po 20 minutach jazdy jestem w Jesenikach. Śpię w 4**** hotelu. Lokalizacja świetna w samym centrum
NOWA ZELANDIA OCZAMI KULAWEJ BLONDYNKI
poniedziałek, 22 września 2014
sobota, 13 września 2014
Dlaczego tak długo nie pisałam?
Nie zdawałam sobie sprawy, że mój ostatni wpis jest z dnia 02 sierpnia. O Boże jak ten czas szybko leci. Od tego czasu ja byłam praktycznie cały czas w podróży. 13 Sierpnia poleciałam na Kretę. Był to wyjazd bez grupy. Chciałam połączyć odpoczynek i pracę. Może w przyszłym roku udałoby mi się zorganizować wycieczkę na tą uroczą wyspę, która nie tylko ma do zaoferowania piękne plaże, smaczne jedzenie, ale również wiele zabytków do zwiedzania. To właśnie na tej wyspie wg legendy urodził się Zeus. Kreta była centrum Minojskiej cywilizacji oraz pierwszą
cywilizacją w Europie.Wycieczkę kupowałam w biurze podróży specjalizującym się w sprzedaży greckich wysp. Informowałam przez cały czas, że będąc osobą niepełnosprawną,życzę sobie pokój na parterze. No cóż po przylocie okazało się, że owszem ma pokój na parterze do którego prowadzą schody bez poręczy - 8 stopni. Wołam managera i tłumaczę, że chyba zaszła pomyłka. I co słyszę, że to jest właśnie pokój na parterze. A poza tym hotel nie jest dostosowany dla osób niepełnosprawnych, a ja nie powinnam się w tym hotelu znaleźć. Zaczynają się telefony do biura w kraju, wzywanie rezydentów. Po 2 godzinach dostałam apartament na 2 noce w budynku głównym z windą. Były 3 schodki, ale dawałam radę. Ciekawe spostrzeżenie - pokój, który dostałam był w lepszym standardzie ponieważ był sprzedawany kontrahentowi niemieckiemu. Pokoje dla Polaków był znacznie w gorszym standardzie.
Zapominam o trudnościach i udaję się na plażę, która jest przy hotelu, dosłownie parę metrów. Bez barierowa na szczęście. Lokalizacja super.
W trakcie wycieczki byłam na dwóch wycieczkach zorganizowanych przez biuro - jedna do Herakionu , drugą na plażę Elafonisi. Oczywiście po drodze oglądaliśmy inne ciekawe miejsca jak np najstarsze drzewko oliwkowe, które ma 3000 lat i nadal owocuje. Właśnie zdrowie, wieczną młodość, witalność i długie życie Kreteńczycy zawdzięczają swojej tradycyjnej kuchni opartej na oliwie z oliwek, warzywach, owocach i winie.
Zapominam o trudnościach i udaję się na plażę, która jest przy hotelu, dosłownie parę metrów. Bez barierowa na szczęście. Lokalizacja super.
W trakcie wycieczki byłam na dwóch wycieczkach zorganizowanych przez biuro - jedna do Herakionu , drugą na plażę Elafonisi. Oczywiście po drodze oglądaliśmy inne ciekawe miejsca jak np najstarsze drzewko oliwkowe, które ma 3000 lat i nadal owocuje. Właśnie zdrowie, wieczną młodość, witalność i długie życie Kreteńczycy zawdzięczają swojej tradycyjnej kuchni opartej na oliwie z oliwek, warzywach, owocach i winie.
sobota, 2 sierpnia 2014
DO LEKARZA RODZINEGO W MOJEJ PRZYCHODNI MUSZĘ CZEKAĆ DO 25 WRZEŚNIA 2014
Dzisiaj piszę nie o podróżach tylko n naszej Służbie Zdrowia, a właściwe o decyzjach FUNDUSZU ZDROWIA, KTÓRY WYDAJE CORAZ BARDZIEJ KRETYŃSKIE PRZEPISY.
Praktycznie cały zeszły tydzień był pod znakiem dostania się do lekarza rodzinnego. W poniedziałek udałam się do przychodni na Żwirki i Figury, aby zrobić EKG, które potrzebowałam na wtorek na konsultację do Konstancina. Drugi absurd. Wymagają pełnego zestawu badań, na które nikt nie patrzy. I co usłyszałam, że potrzebuję skierowanie od lekarza. No, ale lekarz teraz mi nie przyjmie, muszę się zapisać. Do tej pory można było robić to badanie bez skierowania. No cóż próbuję ponownie następnego dnia rano. Tym razem trafiam na mniejszy opór ze strony rejestracji. Tylko muszę zapłacić 12,50. Dostaję badanie bez opisu, bo na opis trzeba czekać nawet tydzień. Paranoja. Zadowolona jadę do Konstancina na konsultację. Pani doktór mnie bada, a właściwie coś pisze. Za chwilę zwraca się do mnie i mówi, że owszem rehabilitacja mi się należy już nawet teraz, ale będę dopiero przyjęta za 2 lata. Fundusz zezwala przyjmować tylko osoby po operacjach lub po pobycie w szpitalu. Radzi mi się położyć do szpitala i wtedy dostanę się po pół roku. Ja osoba niepełnosprawna z niepełnosprawnością wrodzoną nie mogę skorzystać raz w roku ze stacjonarnej rehabilitacji bo nie byłam hospitalizowana. Teraz rozumiem w jakich celach niektórzy chodzą do szpitala. Niektórym udaje się w ten sposób bywać na rehabilitacji kilka razy w roku.
Postanawiam udać się ponownie do lekarza rodzinnego w ostatni czwartek 31.08.2014. I cóż słyszę, że mój lekarz rodzinny jest na urlopie do września. Najwcześniej mogę dostać się do innego lekarza dopiero 13 sierpnia. Jestem upierdliwa więc słyszę: " proszę zapytać lekarza czy panią przyjmie". Pani doktór chce wiedzieć co się dzieję. Mówię, że potrzebuję skierowanie na rehabilitację i mam złe wyniki badań . Słyszę, że skierowanie owszem mi wypisze, ale moją diagnostyką już się nie zajmie. Muszę się udać do swojego lekarza prowadzącego. Mówię, że mój lekarz jest nieobecny i pytam czy jak się przepiszę do pani doktor to mnie przyjmie
Przepisuję się do pani doktor i co się okazuje, że najbliższy termin jaki może mnie przyjąć to jest 25 września.
Ja potrzebuję lekarza nie za dwa miesiące tylko teraz. Pytam w recepcji dlaczego nie przyjmują zapisów na bieżąco. Okazuje się, że wiele pacjentów zapisuje się do lekarza tak na wszelki wypadek blokując w ten sposób miejsce. Pytam czy to jest normalne?
Inna ciekawostka lekarz dyżurny może przyjąć tylko 20 pacjentów dziennie. Pytam czy to jest normalne?
Praktycznie cały zeszły tydzień był pod znakiem dostania się do lekarza rodzinnego. W poniedziałek udałam się do przychodni na Żwirki i Figury, aby zrobić EKG, które potrzebowałam na wtorek na konsultację do Konstancina. Drugi absurd. Wymagają pełnego zestawu badań, na które nikt nie patrzy. I co usłyszałam, że potrzebuję skierowanie od lekarza. No, ale lekarz teraz mi nie przyjmie, muszę się zapisać. Do tej pory można było robić to badanie bez skierowania. No cóż próbuję ponownie następnego dnia rano. Tym razem trafiam na mniejszy opór ze strony rejestracji. Tylko muszę zapłacić 12,50. Dostaję badanie bez opisu, bo na opis trzeba czekać nawet tydzień. Paranoja. Zadowolona jadę do Konstancina na konsultację. Pani doktór mnie bada, a właściwie coś pisze. Za chwilę zwraca się do mnie i mówi, że owszem rehabilitacja mi się należy już nawet teraz, ale będę dopiero przyjęta za 2 lata. Fundusz zezwala przyjmować tylko osoby po operacjach lub po pobycie w szpitalu. Radzi mi się położyć do szpitala i wtedy dostanę się po pół roku. Ja osoba niepełnosprawna z niepełnosprawnością wrodzoną nie mogę skorzystać raz w roku ze stacjonarnej rehabilitacji bo nie byłam hospitalizowana. Teraz rozumiem w jakich celach niektórzy chodzą do szpitala. Niektórym udaje się w ten sposób bywać na rehabilitacji kilka razy w roku.
Postanawiam udać się ponownie do lekarza rodzinnego w ostatni czwartek 31.08.2014. I cóż słyszę, że mój lekarz rodzinny jest na urlopie do września. Najwcześniej mogę dostać się do innego lekarza dopiero 13 sierpnia. Jestem upierdliwa więc słyszę: " proszę zapytać lekarza czy panią przyjmie". Pani doktór chce wiedzieć co się dzieję. Mówię, że potrzebuję skierowanie na rehabilitację i mam złe wyniki badań . Słyszę, że skierowanie owszem mi wypisze, ale moją diagnostyką już się nie zajmie. Muszę się udać do swojego lekarza prowadzącego. Mówię, że mój lekarz jest nieobecny i pytam czy jak się przepiszę do pani doktor to mnie przyjmie
Przepisuję się do pani doktor i co się okazuje, że najbliższy termin jaki może mnie przyjąć to jest 25 września.
Ja potrzebuję lekarza nie za dwa miesiące tylko teraz. Pytam w recepcji dlaczego nie przyjmują zapisów na bieżąco. Okazuje się, że wiele pacjentów zapisuje się do lekarza tak na wszelki wypadek blokując w ten sposób miejsce. Pytam czy to jest normalne?
Inna ciekawostka lekarz dyżurny może przyjąć tylko 20 pacjentów dziennie. Pytam czy to jest normalne?
niedziela, 27 lipca 2014
Refleksje po pobycie w Mielnie
Jestem już z powrotem w Warszawie po pobycie w Mielnie gdzie przebywałam na turnusie rehabilitacyjnym. Nie mogłam narzekać na pogodę, która nie ustępowała pogodzie w krajach śródziemnomorskich. Na 12 dni miałam tylko jeden dzień z deszczem, a właściwie padało tylko w nocy.
Również warunki pobytu były bardzo dobre, jedzenie smaczne. Chociaż tutaj miałabym małe zastrzeżenie - brak owoców do posiłków, które przecież w sezonie nie są bardzo drogie. Cóż wszyscy oszczędzamy.
Powiedziałam sobie nigdy więcej Mielna w pełni sezonu. Dlaczego? Po pierwsze nie można swobodnie leżeć na plaży - dosłownie nie ma gdzie. Ja na plażę wybierałam się w godzinach bardzo rannych, o godzinie 6:30. Wstałam z wielkim oporem, ale w duchu sobie mówiłam, że to dla mojego zdrowia. Mogłam swobodnie pomoczyć nogi w zimnym Bałtyku. Po wdychać morskiego jodu. Nasze morze wygląda o poranku najpiękniej.
Zmorą w Mielnie chyba jest pijana młodzież. Spotkać ich można na każdym kroku. Ich głośnie zachowanie słychać wszędzie. Są bardzo uciążliwi w godzinach wieczornych i nocnych Jestem naprawdę w szoku obserwując młodych ludzi i ich zachowanie na plaży. Każde słowo zaczynają od K.... Już rano, a może jeszcze po nocy byli pijani. Spotykałam ich na plaży z butelkami piwa i innego alkoholu. Jak można o 6:30 pić, a następnie wskakiwać do wody. Rozbite butelki walają się po piachu. Służby porządkowe nie nadążają za sprzątaniem.
We wcześniejszym mailu pisałam o rampie, która pod żadnym względem nie była bezpieczna dla osób na wózkach, słabo chodzących, a nawet osób zdrowych. Ja za każdym razem musiałam przechodniów prosić o pomoc przy schodzeniu na plażę.
Pomimo tych zastrzeżeń bardzo mi było żal, kiedy wczoraj wsiadałam do samochodu kierowcy z portalu Blablacar, aby wrócić do Warszawy. Oczywiście jazda super. Nawet mi kierowca wniósł walizkę do mieszkania.
Dla tych co chcą naprawdę odpocząć zalecam wyjazd przed lub po sezonie.
sobota, 19 lipca 2014
MIELNO I WYPOCZYNEK
Jestem już w Mielnie od paru dni i chciałam się podzielić kilkoma refleksjami z pobytu na turnusie rehabilitacyjnym.
Po kilku dniach czuję się naprawdę zrelaksowana. Zabiegi rehabilitacyjne bardzo dobre. Pan rehabilitant, Andrzej jest naprawdę zaangażowany i chce mi pomóc. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że po kilku razach nie ozdrowieje. Zwłaszcza, że powinnam ćwiczyć regularnie sama.
Na terenie ośrodka znajdują się dwa baseny. Jeden ze zwykłą wodą, drugi z solą z Morza Martwego. Do tego jeszcze można skorzystać z różnego rodzaju Saun, natrysków. Coś fantastycznego kiedy możemy relaksować się przy dźwiękach muzyki. Nie chce się wychodzić.
Jedzenie pychota - chyba wolałabym, aby było mniej - moja dieta znowu schodzi na dalsze plany. Trochę ciężko mi korzystać z bufetu chodząc o kuli. Kelnerzy są na tyle mili i uczynni, że pomagają mi.
Ogólnie cały obiekt jest dostosowany do potrzeb osób na wózkach inwalidzkich. Oczywiście znalazłoby się kilka niedociągnięć np brak podnośnika do basenu.
Do plaży mam blisko. Niestety zejście na plażę nie do końca można nazwać dostosowanym. Co z tego, że jest rampa. Zejście nie jest w żadnym wypadku bezpieczne ponieważ kawałek deski, który udaje rampę jest bardzo śliski. Powinno być wyłożone gumą. Zadzwoniłam nawet do Urzędu Miejskiego. Usłyszałam, że może to potrwać długo bo musi to iść drogą urzędową. Zamiast zareagować natychmiast. Dopiero jak stanie się komuś coś zaczną działać.
Nie polecam nikomu przyjazdu do Mielna w pełni sezonu. Przy wysokich tropikalnych temperaturach na plaży nie można nawet szpilki włożyć. Już od godziny 9:00 rano jest pełno ludzi. Dlatego ja wolę chodzić na plażę, albo bardzo rano lub wieczorem.
Po kilku dniach czuję się naprawdę zrelaksowana. Zabiegi rehabilitacyjne bardzo dobre. Pan rehabilitant, Andrzej jest naprawdę zaangażowany i chce mi pomóc. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że po kilku razach nie ozdrowieje. Zwłaszcza, że powinnam ćwiczyć regularnie sama.
Na terenie ośrodka znajdują się dwa baseny. Jeden ze zwykłą wodą, drugi z solą z Morza Martwego. Do tego jeszcze można skorzystać z różnego rodzaju Saun, natrysków. Coś fantastycznego kiedy możemy relaksować się przy dźwiękach muzyki. Nie chce się wychodzić.
Jedzenie pychota - chyba wolałabym, aby było mniej - moja dieta znowu schodzi na dalsze plany. Trochę ciężko mi korzystać z bufetu chodząc o kuli. Kelnerzy są na tyle mili i uczynni, że pomagają mi.
Ogólnie cały obiekt jest dostosowany do potrzeb osób na wózkach inwalidzkich. Oczywiście znalazłoby się kilka niedociągnięć np brak podnośnika do basenu.
Do plaży mam blisko. Niestety zejście na plażę nie do końca można nazwać dostosowanym. Co z tego, że jest rampa. Zejście nie jest w żadnym wypadku bezpieczne ponieważ kawałek deski, który udaje rampę jest bardzo śliski. Powinno być wyłożone gumą. Zadzwoniłam nawet do Urzędu Miejskiego. Usłyszałam, że może to potrwać długo bo musi to iść drogą urzędową. Zamiast zareagować natychmiast. Dopiero jak stanie się komuś coś zaczną działać.
Nie polecam nikomu przyjazdu do Mielna w pełni sezonu. Przy wysokich tropikalnych temperaturach na plaży nie można nawet szpilki włożyć. Już od godziny 9:00 rano jest pełno ludzi. Dlatego ja wolę chodzić na plażę, albo bardzo rano lub wieczorem.
czwartek, 17 lipca 2014
Jazda z Blablacar super sprawa
Obiecałam, że zdam relację z jazdy do Mielna z kierowcą z portalu blablacar. Naprawdę wspaniała i bezpieczna jest to podróż. Pan Jakub, kierowca zanim podjechał zadzwonił, że będzie za trzydzieści minut i tak się stało. Tak jak pisałam trochę miałam pietra, ale naprawdę niepotrzebnie. Pan Jakub jechał ze swoją dziewczyną do Dźwirzyna. Miał również już inną osobę jadącą z Pragi przez Katowice i Kielce do Torunia. Jechaliśmy przez Łódź gdzie również czekał już kolejny pasażer jadący z nad jeziora w drodze do Koszalina. Praktycznie przez całą drogę rozmawialiśmy, głównie ja opowiadając o moich podróżach i przygodach tych bliskich i dalekich. Około 5:00 nad ranem trochę przysnęłam. Na miejscu byłam o 7:30.
Oczywiście do Warszawy będę chciała również skorzystać z blablacar serwisu.
Oczywiście do Warszawy będę chciała również skorzystać z blablacar serwisu.
poniedziałek, 14 lipca 2014
Podróż z Blablacar nad morze
Za chwilę ruszam w kolejną podróż nad morze. Tym razem nie z grupą lecz prywatnie. Wyjeżdżam w celach zdrowotnych, aby podratować zdrowie i wzmocnić się przed kolejnymi wyjazdami z grupami. Nie byłam nad polskim morzem przeszło dwa lata dlatego wybrałam ten kierunek. Postanowiłam wypróbować portal Blablacar, który łączy kierowców i pasażerów. Nie ukrywam, że mam trochę tzw. " pietra" nigdy nie podróżowałam w ten sposób i to jeszcze nocą. Część znajomych oczywiście mi odradzała. Zobaczymy. Jeździłam po świecie z różnymi kierowcami.
Następna relacja z Mielna już wkrótce.
Następna relacja z Mielna już wkrótce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)