Jutro Wielka Sobota. Mamy początek Kwietnia, a pogoda nam znowu robi psikusa. Czyżby powtórka zeszłego roku?
Za 3 tygodnie mam pierwszą grupę osób niepełnosprawnych do Barcelony. Chyba tam nas śnieg nie dosięgnie. Miasto to ma jakąś magię w sobie. Każdy chce tu wrócić.
A potem pierwszy raz z inną grupą na Białe Noce do Sankt Petersburga.............
Wszystkim życzę Wesołych Świąt Wielkanocnych w gronie rodzinnym no i oczywiście mokrego lanego poniedziałku
NOWA ZELANDIA OCZAMI KULAWEJ BLONDYNKI
piątek, 3 kwietnia 2015
niedziela, 15 marca 2015
WIEDEŃ, TO MIASTO DO KTÓREGO ZAWSZE CHĘTNIE WRACAM/ VIENNA IS A CITY I DO LIKE TO COME BACK WITH GREAT PLEASURE
W zeszłym
tygodniu wróciłam z krótkiego pobytu w Wiedniu. Chciałam się spotkać z moją
koleżanką, Iris z którą 34 lata temu byłam w Newbold College koło Londynu.
Proszę nie myśleć, że od tego czasu nie widywałyśmy się wcale. Iris odwiedziła
mnie w Polsce tuż po moim powrocie z Wielkiej Brytanii. Byłyśmy również
wspólnie w Kaliningradzie, ale to inna historia.
Miałam też przyjemność odwiedzić koleżankę 10 lat temu w Niemczech gdzie mieszka razem z mężem.
Miałam też przyjemność odwiedzić koleżankę 10 lat temu w Niemczech gdzie mieszka razem z mężem.
Do Wiednia
wybrałam się pociągiem. Nie ukrywam, że nie jest to mój ulubiony środek
transportu ze względu na trudności z wejściem do niego. Dworzec Centralny w
Warszawie pomimo przejścia modernizacji nadal nie jest bardzo przyjazny dla
osób niepełnosprawnych. Chociaż muszę przyznać jest lepiej. Dostępne są rampy (
wcześniej trzeba zgłosić ten fakt, co najmniej 48 h przed wyjazdem). Po
przybyciu na Dworzec Centralny skierowałam się do punktu dla osób
niepełnosprawnych przy kasie 16.Co z tego wszystko jest bardzo pięknie oznakowane jeżeli pani w okienku twierdzi, że ona za serwis nie odpowiada. Zamawiając usługę przy kupnie biletu kazano mi być pół godziny przed odejściem pociągu. Niestety nikt nie przyszedł mi pomóc. Dopiero 10 minut przed odejściem pociągu zjawili się panowie. I znowu stres. Nie działa winda, mam do pokonania dużo schodów. W rezultacie przybywam na peron chwilę przed odejściem pociągu. Na szczęście mam podstawioną rampę. W Wiedniu serwis działa bez zarzutu - zostaję odstawiona do postoju taksówek.
Spotkanie z Iris
mam w dopiero w sobotę wieczorem.Mieszkam blisko GRINZINGU, bardzo spokojnej dzielnicy oddalonej 20 minut jazdy tramwajem. Tramwaje w większości z niską podłogą są najtańszą formą transportu w Wiedniu. Opłaca się zdecydowanie kupić bilety 3 dniowe ok 17 EUR. Najszybciej oczywiście możemy się przemieszczać metrem. Ja jednak preferuję tramwaje lub autobusy.
Po krótkim
odpoczynku wyruszam do Katedry Św. Szczepana. Po wyjściu z tramwaju mam do wyboru
spacer lub skorzystanie z małych busów o napędzie elektrycznym. Decyduję się na
wariant drugi. Przy Katedrze o każdej porze jest mnóstwo turystów. Jest piątek,
początek weekendu dlatego można spotkać mnóstwo miejscowych - część elegancko
ubrana, wręcz powiedziałabym wytwornie. Wiedeń uważany jest za
miasto, w którym żyje się najlepiej w Europie.
Zapomniałam powiedzieć, że do Wiednia udałam się w towarzystwie mojego
taty, który miał jakieś swoje sprawy do załatwienia. On również bardzo
zakochany jest w tym mieście. Towarzystwo taty miało swoje plusy. Zostałam
zaproszona do Kawiarni Sachera.

Nazwa pochodzi od miejsca gdzie go wynaleziono hotelu Sacher. Tort Sachera jest nie tylko pyszny, ale może pochwalić się ciekawą historią. W 1832 roku pod nieobecność szefa kuchni młodszy kucharz na dworze Księcia Metternich, Franz Sacher, musiał przygotować nowy deser dla księcia i jego wymagających gości. Opracował wówczas przepis na tort czekoladowy przekładany marmoladą morelową i oblewany polewą czekoladową, który po dziś dzień określany jest przez wielu mianem „króla deserów”. Syn Franza, Eduard Sacher, wybudował w centrum Wiednia w roku 1876 hotel nazwany jego nazwiskiem. Ten właśnie hotel uczestniczył w trzech procesach sądowych, nazywanych powszechnie "tortowymi procesami", toczących się w latach 1953 -1962, w których drugą stroną była cukiernia Demel. Spór toczył się o prawo używania nazwy „tort Sachera” na określenie tortów czekoladowych oferowanych przez obie konkurujące ze sobą cukiernie.Po długim procesie trwającym 9 lat, hotel Sacher dostał prawo używania wspomnianej nazwy. Będąc w Wiedniu należy skosztować słynnego tortu. Cena spora, ale przeżycia smakowe jeszcze większe.

Nazwa pochodzi od miejsca gdzie go wynaleziono hotelu Sacher. Tort Sachera jest nie tylko pyszny, ale może pochwalić się ciekawą historią. W 1832 roku pod nieobecność szefa kuchni młodszy kucharz na dworze Księcia Metternich, Franz Sacher, musiał przygotować nowy deser dla księcia i jego wymagających gości. Opracował wówczas przepis na tort czekoladowy przekładany marmoladą morelową i oblewany polewą czekoladową, który po dziś dzień określany jest przez wielu mianem „króla deserów”. Syn Franza, Eduard Sacher, wybudował w centrum Wiednia w roku 1876 hotel nazwany jego nazwiskiem. Ten właśnie hotel uczestniczył w trzech procesach sądowych, nazywanych powszechnie "tortowymi procesami", toczących się w latach 1953 -1962, w których drugą stroną była cukiernia Demel. Spór toczył się o prawo używania nazwy „tort Sachera” na określenie tortów czekoladowych oferowanych przez obie konkurujące ze sobą cukiernie.Po długim procesie trwającym 9 lat, hotel Sacher dostał prawo używania wspomnianej nazwy. Będąc w Wiedniu należy skosztować słynnego tortu. Cena spora, ale przeżycia smakowe jeszcze większe.
Spotkanie
z Iris mam również w eleganckiej kawiarni Landtmann.
Powstała w 1873 roku i bardzo szybko stała się ulubionym miejscem elit. Przychodzili tu m.in. Zygmunt Freud oaz Max Reinhardt - dyrektor artystyczny Burgtheater.
Powstała w 1873 roku i bardzo szybko stała się ulubionym miejscem elit. Przychodzili tu m.in. Zygmunt Freud oaz Max Reinhardt - dyrektor artystyczny Burgtheater.
Kiedy
wchodzę do kawiarni Iris już czeka przy stoliku. Robimy sobie kilka
komplementów " Wcale się nie zmieniłaś wyglądasz bardzo dobrze".No
cóż 10 lat trochę nas zmienia. Oczywiście rozmawiamy w języku angielskim.
Koleżanka oznajmia mi, że bardzo docenia mój przyjazd i chęć zobaczenia się z
nią dlatego jutro zaprasza mnie jutro przed południem na wycieczkę w okolice Wiednia,
a wieczorem na koncert. Wycieczka organizowana jest przez jedno z miejscowych
biur turystycznych. Wszystko jest ok, ale będę musiała bardzo rano wstać,
aby dojechać na 09:30. Następnego dnia chyba za bardzo się przejęłam, aby się
nie spóźnić bo byłam na miejscu zbiórki 45 wcześniej. W autobusie mamy komplet
- kilka narodowości są Hindusi, Egipcjanie, Rosjanie i jeszcze inni. Przewodnik
nasz prowadzi wycieczkę w języku angielskim i niemieckim. Dowiaduję się bardzo
ciekawych rzeczy na temat położenia stolicy Austrii. Wiedeń leży na łagodnych
zboczach lasu Wiedeńskiego.
Naszym
pierwszym przystankiem jest Meyerling. Kierowca obniża autobus, aby mi łatwiej
było wejść i wyjść. Znajduje się tutaj Zamek, w którym 125 lat temu w 30
stycznia 1889 r. w tajemniczych okolicznościach zginęli austro-węgierski
następca tronu arcyksiążę Rudolf Habsburg oraz związana z nim romansem baronówna
Maria Vetsera. Najprawdopodobniej kochankowie popełnili samobójstwo; ich śmierć
wciąż budzi jednak kontrowersje. Obecnie w murach zameczku mieści się klasztor
Karmelitanek. Do wejścia głównego prowadzi dużo schodów.
Z boku budynku jest rampa dla wózków inwalidzkich.
Wsiadamy do autokaru i jedziemy dalej. Krajobraz przepiękny, jest tutaj wiele szlaków spacerowych i rowerowych. Przejeżdżamy przez słynny kurort Baden Baden.
Z boku budynku jest rampa dla wózków inwalidzkich.
Wsiadamy do autokaru i jedziemy dalej. Krajobraz przepiękny, jest tutaj wiele szlaków spacerowych i rowerowych. Przejeżdżamy przez słynny kurort Baden Baden.
Za
niedługą chwilę jesteśmy w Klasztorze Cystersów Heiligenkreuz (Święty Krzyż),
który został założony w pierwszej połowie XII wieku na polecenie murgrabiego
Austrii - Leopolda III Świętego.W 1188 książę Leopold V podarował klasztorowi
święte relikwie drzewa Krzyża Pańskiego, które przechowywane i czczone są do
czasów obecnych.Klasztor Heiligenkreuz (obok Opactwa Rein) jest jednym z
nielicznych tego typu obiektów w Europie w którym od początku swego istnienia
do czasów obecnych nieprzerwanie mieszkają Cystersi. Obecnie stanowi największą
atrakcję kulturową i duchową Lasu Wiedeńskiego (Wienerwald) i odwiedzany jest
każdego roku przez blisko 170 tysięcy turystów. W murach klasztoru jest bardzo zimno. Z przyjemnością wychodzę na zewnątrz.
Pobyt jest krótki ponieważ za chwilę ma się odbyć niedzielna msza.
Przed nami ostatni punkt programu - Seegrotte – największe w Austrii i w całej Europie podziemne jezioro, położone na terenie dawnej kopalni gipsu w Hinterbruhl.
Niestety nie będę mogła odbyć rejsu łódką ponieważ, aby do niej się dostać musiałabym pokonać 85 schodów. Iris, decyduje się mi towarzyszyć. Mamy ma czas na wypicie herbaty oraz chwilę na dalsze wspominki. Pozostała grupa wraca, wsiadamy do autobusu i kierujemy się w stronę Wiednia. Zajmuje nam to około 25 minut i znowu jesteśmy w centrum miasta. Tym razem ja Iris zapraszam na obiad. Idziemy do restauracji Libańskiej. Rozstajemy się po obiedzie do godziny 19:15. Musimy się przygotować na wieczór.Całe szczęście, że zapakowałam coś bardziej odpowiedniego na wieczór. Właśnie wtedy spotykamy się ponownie na koncercie ( zostałam przez Irys też zaproszona). Zawsze marzyłam, aby pójść na koncert w Wiedniu i posłuchać muzyki klasycznej w pięknej scenerii. No proszę moje marzenia się spełniają. Koncert w wykonaniu Wiedeńskiej Królewskiej Orkiestry odbywa się w odrestaurowanym Pałacu Niederosterreich. Z zewnątrz oświetlony wygląda bajecznie. Wchodzimy do środka. Jest winda więc nie muszę po schodach. Wchodzimy do eleganckiej sali pałacowej.

Siedzenia wyglądają w stylu nowoczesnym, ale wygodne. Koncert składa się z dwóch części. Dzięki wspaniałej akustyce muzyka rozbrzmiewa przepięknie. W programie utwory Mozarta, oczywiście jest grany Marsz Turecki obowiązkowo, słuchamy również Arii Mozarta w wykonaniu solistów. Druga część koncertu jest bardziej lżejsza - muzyka Straussa. Zamykam oczy i słucham. Koncert się kończy, a publiczność nadal klaszcze domagając się bisów.
O godzinie 22:30 wychodzimy z sali koncertowej w kierunku tramwaju. Nie chcę brać taksówki, ale trochę się boję tak późno sama wracać. Żegnam się z Iris, obiecujemy sobie, że na pewno postaramy się spotkać wcześniej niż za 10 lat. Inaczej będzie się nam trudniej poznać. CO BĘDZIE ZA 10 LAT? KTO TO WIE? Na szczęście Wiedeń jest miastem raczej bezpiecznym. Do domu docieram około 23:15.
Następnego dnia pozwałam sobie na dłuższe spanie. Przede mną cały dzień. Pociąg mam dopiero o 22:15. Czas na zakupy. Uwielbiam chodzić po sklepach. Niekoniecznie muszę coś kupić. Chodzenie po sklepach jest dla mnie rodzajem odstresowania. Kupuję jedną bluzkę. Postanawiam, że jak schudnę to wtedy zaszaleję. Czy to kiedyś nastąpi?
Serwis dla osób niepełnosprawnych w Wiedniu na dworcu działa super. Dzwonię z telefonu SOS i w przeciągu 5 minut pojawiają się panowie z wózkiem inwalidzkim. Biorą mi walizkę. Podstawiają rampę i jestem w pociągu. Mam wykupioną kuszetkę. W przedziale są już dwie panie. Trochę się boje wysiadania w Warszawie! A jak serwis nie zjawi się z rampą? Pociąg przyjeżdża na Dworzec Centralny punktualnie. Widzę już panów czekających na mnie z rampą i wózkiem inwalidzkim. Niestety rampa nie mieści się w drzwiach wagonu. Na szczęście kierownik wagonu działa szybko i przeprowadza mnie tuż obok do następnego wagonu gdzie rampa się mieści.
Okazuje się, że miał dziadka niepełnosprawnego i stąd rozumie problemy osób niepełnosprawnych znacznie lepiej. Panowie z serwisu dowożą mnie do postoju taksówek. I tak kończy mi krótki pobyt w Wiedniu. Miasta, do którego zawsze z przyjemnością wracam. Polecam każdemu krótki wypad do stolicy Austrii.
Pobyt jest krótki ponieważ za chwilę ma się odbyć niedzielna msza. Przed nami ostatni punkt programu - Seegrotte – największe w Austrii i w całej Europie podziemne jezioro, położone na terenie dawnej kopalni gipsu w Hinterbruhl.
Niestety nie będę mogła odbyć rejsu łódką ponieważ, aby do niej się dostać musiałabym pokonać 85 schodów. Iris, decyduje się mi towarzyszyć. Mamy ma czas na wypicie herbaty oraz chwilę na dalsze wspominki. Pozostała grupa wraca, wsiadamy do autobusu i kierujemy się w stronę Wiednia. Zajmuje nam to około 25 minut i znowu jesteśmy w centrum miasta. Tym razem ja Iris zapraszam na obiad. Idziemy do restauracji Libańskiej. Rozstajemy się po obiedzie do godziny 19:15. Musimy się przygotować na wieczór.Całe szczęście, że zapakowałam coś bardziej odpowiedniego na wieczór. Właśnie wtedy spotykamy się ponownie na koncercie ( zostałam przez Irys też zaproszona). Zawsze marzyłam, aby pójść na koncert w Wiedniu i posłuchać muzyki klasycznej w pięknej scenerii. No proszę moje marzenia się spełniają. Koncert w wykonaniu Wiedeńskiej Królewskiej Orkiestry odbywa się w odrestaurowanym Pałacu Niederosterreich. Z zewnątrz oświetlony wygląda bajecznie. Wchodzimy do środka. Jest winda więc nie muszę po schodach. Wchodzimy do eleganckiej sali pałacowej.

Siedzenia wyglądają w stylu nowoczesnym, ale wygodne. Koncert składa się z dwóch części. Dzięki wspaniałej akustyce muzyka rozbrzmiewa przepięknie. W programie utwory Mozarta, oczywiście jest grany Marsz Turecki obowiązkowo, słuchamy również Arii Mozarta w wykonaniu solistów. Druga część koncertu jest bardziej lżejsza - muzyka Straussa. Zamykam oczy i słucham. Koncert się kończy, a publiczność nadal klaszcze domagając się bisów.
O godzinie 22:30 wychodzimy z sali koncertowej w kierunku tramwaju. Nie chcę brać taksówki, ale trochę się boję tak późno sama wracać. Żegnam się z Iris, obiecujemy sobie, że na pewno postaramy się spotkać wcześniej niż za 10 lat. Inaczej będzie się nam trudniej poznać. CO BĘDZIE ZA 10 LAT? KTO TO WIE? Na szczęście Wiedeń jest miastem raczej bezpiecznym. Do domu docieram około 23:15.
Następnego dnia pozwałam sobie na dłuższe spanie. Przede mną cały dzień. Pociąg mam dopiero o 22:15. Czas na zakupy. Uwielbiam chodzić po sklepach. Niekoniecznie muszę coś kupić. Chodzenie po sklepach jest dla mnie rodzajem odstresowania. Kupuję jedną bluzkę. Postanawiam, że jak schudnę to wtedy zaszaleję. Czy to kiedyś nastąpi?
Serwis dla osób niepełnosprawnych w Wiedniu na dworcu działa super. Dzwonię z telefonu SOS i w przeciągu 5 minut pojawiają się panowie z wózkiem inwalidzkim. Biorą mi walizkę. Podstawiają rampę i jestem w pociągu. Mam wykupioną kuszetkę. W przedziale są już dwie panie. Trochę się boje wysiadania w Warszawie! A jak serwis nie zjawi się z rampą? Pociąg przyjeżdża na Dworzec Centralny punktualnie. Widzę już panów czekających na mnie z rampą i wózkiem inwalidzkim. Niestety rampa nie mieści się w drzwiach wagonu. Na szczęście kierownik wagonu działa szybko i przeprowadza mnie tuż obok do następnego wagonu gdzie rampa się mieści.
Okazuje się, że miał dziadka niepełnosprawnego i stąd rozumie problemy osób niepełnosprawnych znacznie lepiej. Panowie z serwisu dowożą mnie do postoju taksówek. I tak kończy mi krótki pobyt w Wiedniu. Miasta, do którego zawsze z przyjemnością wracam. Polecam każdemu krótki wypad do stolicy Austrii.
piątek, 13 lutego 2015
Dlaczego nie pisałam
Dlaczego nie pisałam? - Byłam bardzo, bardzo daleko. Tym razem podróżowałam po Afryce Południowej i Madagaskarze. Właśnie przygotowuję pisemną relację z wyjazdu. Dlaczego pojechałam, aż tam. O wszystkim opowiem w następnym mailu już wkrótce.
niedziela, 4 stycznia 2015
Czy warto robić Noworoczne Postanowienia?
Dzisiaj mamy 4 dzień Nowego Roku. Co mi przyniesie będę mogła powiedzieć dopiero 31 grudnia. Oczywiście zrobiłam postanowienia noworoczne typu: schudnę, więcej będę ćwiczyła i dbała o swoje zdrowie, więcej przeczytam książek i itd. Tylko czy naprawdę uda mi się je zrealizować To się okaże . Na pewno nadal będę chciała podróżować z grupami lub indywidualnie. Zwiedzanie świata to najlepsze lekarstwo na wszystkie problemy i choroby.
Koniec i początek roku był bardzo dobry. Spędziłam Sylwestra i Nowy Rok w Busku Zdroju. Wprawdzie początek pobytu nie zapowiadał się zbyt obiecująco. Rezerwację miałam zrobioną w pokoju o podwyższonym standardzie, dostosowanym dla potrzeb osób niepełnosprawnych ( dostosowana łazienka). Po przybyciu okazało się, że owszem wszystko jest zgodnie z normami. Mam uchwyty przy toalecie z obydwu stron, nawet siodełko pod prysznicem , ale niestety nie mogę wejść pod prysznic. Dlaczego? Brodzik jest bardzo wysoki. Nie skłamię kiedy powiem, że ma ok 40 cm. Nie jestem na wózku, ale mając problemy ruchowe stanowi to wielki problem. Zastanawiam się kto naprawdę dlaczego projektowaniem pokoi zajmują się osoby niekompetentne, nie majace zielonego pojęcia o dostosowaniu. Oczywiście proszę o zmianę pokoju. Dostaję pokój z zerowym brodzikiem, dwa razy mniejszy, zdecydowanie niższy standard. Dowiaduję się, że na jedną noc będę przeniesiona do innego pokoju. Cóż mi pozostaje.
Nie jest to mój pierwszy pobyt w tym uzdrowisku. Jako dziecko przebywałam tutaj w sanatorium na Górce. Następnie przyjeżdżałam na tzw pobyty rehabilitacyjne. Wracam do moich opowieści. Po rozpakowaniu się wychodzimy z koleżanką na spacer po Busku.Jest trochę śniegu, ale nie jest ślisko. Po przebyciu ok 150 metrów dochodzimy do kolejnego sanatorium. Moja koleżanka dostrzega wielki banner PROMOCJA - 6 noclegów z zabiegami z przyjęciem Noworocznym za 895 PLN. Jest to 300 zł taniej niż w obecnym miejscu. I nie musimy dopłacać do balu. Inka woła: " Gośka wchodzimy". Budynek jest świeżo po remoncie, dlatego wszystko pachnie nowością. Pokoje duże. Łazienka nie do końca dostosowana, ale brodzik niski. Decydujemy się na zmianę miejsca. Mój pokój ma łóżko ortopedyczne. Nie przeszkadza mi to wcale. Musimy jednak sprawdzić czy zwrócą nam zaliczkę. Wszystko się udaje- potrącają nam 20 % zaliczki. Można przeżyć. Pakujemy się, dzwonimy do taksówkarza. Jest trochę zdziwiony kiedy mówimy, że jedziemy tylko 150 metrów.
Trochę o zabiegach. Busko Zdrój słynie z wody siarczkowa oraz solanki jodkowej, a także produkowanej od 1960 roku naturalnej wody mineralnej „Buskowianka Zdrój”, która cieszy się uznaniem wśród klientów dbających o swoje zdrowie i kondycję fizyczną. „Buskowianka” w naturalny sposób uzupełnia gospodarkę mineralną organizmu, zalecana jest w profilaktyce osteoporozy, schorzeń nowotworowych, układu mięśniowo nerwowego oraz leczeniu cukrzycy, dny moczanowej i miażdżycy.
W pakiecie 6 dniowym mamy do wykorzystania 24 zabiegi. Trochę się boję, że będę miała problem z wejściem do wanny. Okazuje się, że niepotrzebnie. Dostaję wannę, którą można tak regulować, że najpierw siadamy jak na krześle, a następnie podnosimy za pomocą pilota do pozycji normalnej wanny. Super.
Impreza sylwestrowa odbywa się w innym obiekcie. Zastanawiam z kim będziemy siedzieć przy stole. I znowu okazuje się, że szczęściem nam towarzyszy. Poznajemy bardzo miłe osoby. Szybko przechodzimy na ty. Do tańca zachęca wodzirej. Wprawdzie nie ma orkiestry, tylko muzyka mechaniczna, ale i tak wszyscy bawią się bardzo dobrze.
Nie spodziewałam się, że noworoczna kolacja będzie tak smaczna i obfita. Podano trzy gorące posiłki. Był zimne zakąski i bardzo smaczne desery. Kawa i herbata bez ograniczeń. Punktualnie o północy wniesiono szampan. No cóż pożegnaliśmy Stary Rok 2014. Nie da się ukryć, że 2015 rok znaczy również dla nas wszystkich fakt, że jesteśmy o rok starsi. Najważniejsze, że ja nadal czuję się młoda duchem. I tym optymistycznym akcentem życzę Wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku 2015. Zachęcam również do podróżowania z biurem Accessible Poland Tours. Może Państwo mają jakieś pomysły na wyjazd.
Koniec i początek roku był bardzo dobry. Spędziłam Sylwestra i Nowy Rok w Busku Zdroju. Wprawdzie początek pobytu nie zapowiadał się zbyt obiecująco. Rezerwację miałam zrobioną w pokoju o podwyższonym standardzie, dostosowanym dla potrzeb osób niepełnosprawnych ( dostosowana łazienka). Po przybyciu okazało się, że owszem wszystko jest zgodnie z normami. Mam uchwyty przy toalecie z obydwu stron, nawet siodełko pod prysznicem , ale niestety nie mogę wejść pod prysznic. Dlaczego? Brodzik jest bardzo wysoki. Nie skłamię kiedy powiem, że ma ok 40 cm. Nie jestem na wózku, ale mając problemy ruchowe stanowi to wielki problem. Zastanawiam się kto naprawdę dlaczego projektowaniem pokoi zajmują się osoby niekompetentne, nie majace zielonego pojęcia o dostosowaniu. Oczywiście proszę o zmianę pokoju. Dostaję pokój z zerowym brodzikiem, dwa razy mniejszy, zdecydowanie niższy standard. Dowiaduję się, że na jedną noc będę przeniesiona do innego pokoju. Cóż mi pozostaje.
Nie jest to mój pierwszy pobyt w tym uzdrowisku. Jako dziecko przebywałam tutaj w sanatorium na Górce. Następnie przyjeżdżałam na tzw pobyty rehabilitacyjne. Wracam do moich opowieści. Po rozpakowaniu się wychodzimy z koleżanką na spacer po Busku.Jest trochę śniegu, ale nie jest ślisko. Po przebyciu ok 150 metrów dochodzimy do kolejnego sanatorium. Moja koleżanka dostrzega wielki banner PROMOCJA - 6 noclegów z zabiegami z przyjęciem Noworocznym za 895 PLN. Jest to 300 zł taniej niż w obecnym miejscu. I nie musimy dopłacać do balu. Inka woła: " Gośka wchodzimy". Budynek jest świeżo po remoncie, dlatego wszystko pachnie nowością. Pokoje duże. Łazienka nie do końca dostosowana, ale brodzik niski. Decydujemy się na zmianę miejsca. Mój pokój ma łóżko ortopedyczne. Nie przeszkadza mi to wcale. Musimy jednak sprawdzić czy zwrócą nam zaliczkę. Wszystko się udaje- potrącają nam 20 % zaliczki. Można przeżyć. Pakujemy się, dzwonimy do taksówkarza. Jest trochę zdziwiony kiedy mówimy, że jedziemy tylko 150 metrów.
Trochę o zabiegach. Busko Zdrój słynie z wody siarczkowa oraz solanki jodkowej, a także produkowanej od 1960 roku naturalnej wody mineralnej „Buskowianka Zdrój”, która cieszy się uznaniem wśród klientów dbających o swoje zdrowie i kondycję fizyczną. „Buskowianka” w naturalny sposób uzupełnia gospodarkę mineralną organizmu, zalecana jest w profilaktyce osteoporozy, schorzeń nowotworowych, układu mięśniowo nerwowego oraz leczeniu cukrzycy, dny moczanowej i miażdżycy.
W pakiecie 6 dniowym mamy do wykorzystania 24 zabiegi. Trochę się boję, że będę miała problem z wejściem do wanny. Okazuje się, że niepotrzebnie. Dostaję wannę, którą można tak regulować, że najpierw siadamy jak na krześle, a następnie podnosimy za pomocą pilota do pozycji normalnej wanny. Super.
Impreza sylwestrowa odbywa się w innym obiekcie. Zastanawiam z kim będziemy siedzieć przy stole. I znowu okazuje się, że szczęściem nam towarzyszy. Poznajemy bardzo miłe osoby. Szybko przechodzimy na ty. Do tańca zachęca wodzirej. Wprawdzie nie ma orkiestry, tylko muzyka mechaniczna, ale i tak wszyscy bawią się bardzo dobrze.
Nie spodziewałam się, że noworoczna kolacja będzie tak smaczna i obfita. Podano trzy gorące posiłki. Był zimne zakąski i bardzo smaczne desery. Kawa i herbata bez ograniczeń. Punktualnie o północy wniesiono szampan. No cóż pożegnaliśmy Stary Rok 2014. Nie da się ukryć, że 2015 rok znaczy również dla nas wszystkich fakt, że jesteśmy o rok starsi. Najważniejsze, że ja nadal czuję się młoda duchem. I tym optymistycznym akcentem życzę Wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku 2015. Zachęcam również do podróżowania z biurem Accessible Poland Tours. Może Państwo mają jakieś pomysły na wyjazd.
czwartek, 1 stycznia 2015
WITAJ NOWY ROKU 2015, ŻEGNAJ STARY ROKU 2014
Tak, 2014 rok przechodzi do historii. Nie był to najgorszy rok. Na pewno zleciał bardzo szybko. Był pod znakiem poznawania nowych ludzi ( klientów), podróżowania biznesowego i prywatnego. Dwa nowe kraje miałam możliwość zwiedzić: Chiny i Gruzję. 14 razy korzystałam z transportu lotniczego.
Zakończenie Starego Roku nie obyło się bez przygód. Mianowicie pól godziny przed wyjściem na sylwestrowe party okazało się, że mam tylko jeden pantofel. Drugi niestety został w Warszawie. Na szczęście mój strój sylwestrowy składał się ze spodni i tuniki. Zmuszona byłam założyć inne buty, niestety już nie sylwestrowe.
Zakończenie Starego Roku nie obyło się bez przygód. Mianowicie pól godziny przed wyjściem na sylwestrowe party okazało się, że mam tylko jeden pantofel. Drugi niestety został w Warszawie. Na szczęście mój strój sylwestrowy składał się ze spodni i tuniki. Zmuszona byłam założyć inne buty, niestety już nie sylwestrowe.
piątek, 19 grudnia 2014
PARYŻ I MOULIN ROUGE, WRZESIEŃ 2014/ PARIS & MOULIN ROUGE, SEPTEMBER 2014
Jeden z uczestników wycieczki do Paryża zadzwonił do mnie w zeszłym miesiącu z wielkim żalem: "Pani Małgosiu opisuje Pani pobyt grupy w Rzymie, a nic o grupie paryskiej, był tak ciekawie. Nawet jazdę taksówkami i autobusami wspominam teraz bardzo dobrze, bo mogłem dzięki temu poczuć atmosferę Paryża. Odpowiedziałam " Panie Marku, obiecuję, że do końca roku będzie relacja. Była to grupa bardzo wymagająca. Poza 3 osobami wszyscy jechali z moim biurem po raz pierwszy. Początkowo bałam się, że nie uzbieram wystarczającej ilości osób. Zapisało się 14 osób w tym 6 wózków inwalidzkich oraz 1 skuterek. Było więcej chętnych, ale ze względów logistycznych nie mogłam ich zabrać. Ostatnia para, która dołączyła musiała lecieć innym samolotem, który startował 1h wcześniej od naszego rejsu. Oba loty były bardzo rano. Odprawiam Państwa, wręczam w języku angielskim i francuskim kartkę z informacją gdzie mają się po przylocie kierować. Niestety nie lądujemy na tym terminalu.Pani Dorota ( jeszcze wtedy Pani) wygląda na wyluzowaną i niczym się nie martwi. Słyszę " Damy radę, jakąś się znajdziemy". W dobie telefonów komórkowych rzeczywiście nie stanowi to wielkiego problemu. Tym bardziej,że Pan na wózku ma zamówiony serwis dla osób niepełnosprawnych tzn, że w obrębie lotniska muszą odstawieni tam gdzie sobie życzą.
Po wylądowaniu naszej grupy w Paryżu troszkę było zawirowania z serwisem dla niepełnosprawnych ( nie wiem dlaczego większa ilość wózków na zagranicznych lotniskach powoduje lekkie zamieszenie i dezorganizacje). Okazało się, że brak jest windy i wiozą nas schodami ruchomymi - nie jest to zbyt bezpieczne, ale cóż nam pozostaje. Znajdujemy Panią Dorotę i Pana Krzysztofa. Wychodzimy z bagażami, za chwilę pojawią się dwa busy - jeden dostosowany, drugi zwykły. Przejazd do hotelu zajmuje nam około godziny. Tam już czeka na nas Ania z koleżanką. Anię poznałam w Londynie tydzień wcześniej kiedy to pomagała jako wolontariuszka. Teraz też specjalnie przyjechała z Londynu, aby nam pomagać. Jestem na prawdę wzruszona, że spotkam w swojej pracy tyle dobrych ludzi. Organizacja wyjazdów dla niepełnosprawnych naprawdę wygląda trudniej. Po rozlokowaniu i krótkim odpoczynku wyruszamy na podbój Paryża. Za chwilę jesteśmy przed Katedrą Notre Dame. Czeka na nas już Pan przewodnik, który będzie nam towarzyszył przez kolejne trzy godziny. Następnym punktem programu jest Centrum Pompidou. Udajemy się tam spacerem podziwiając tętniące życiem ulice Paryża. Przewodnik doprowadza nas do restauracji, w której grupa ma zamówioną obiadokolację. Najedzeni i trochę zmęczeni wracamy do hotelu.
Następnego dnia po pysznym śniadaniu udajemy się na zwiedzanie Paryża. Zaczynamy od Cmentarza Per la Chez. Niestety taksówki wysadzają nas przy różnych wejściach stąd tracimy czas szukając się nawzajem. Najważniejsze, że znajdujemy się. Grupa z przewodnikiem idzie na zwiedzania. Na cmentarzu znajduje się grobowiec Fryderyka Chopina. Nie jest łatwo poruszać się po cmentarzu osobom na wózkach, ale dają radę. Ja siadam w kawiarni i delektuję się kawą obserwując przy tym przechodniów. Muszę również wykonać kilka telefonów związanych z dzisiejszym dniem. Słyszę polski język. Naprawdę coraz więcej naszych rodaków podróżuje. Co nas jeszcze dzisiaj czeka?
Sorbona, Panteon, Ogrody Luksemburskie, wzgórza Montmartre z Bazylikę Sacre-Coeur, Place du Tertre. Musi się udać. Pogoda nam również sprzyja.
W
programie wycieczki zaproponowałam wyjście fakultatywne do jednego z
paryskich kabaretów. W mieście jest ich kilka. Najbardziej kultowym
jest słynne MOULIN ROUGE. Nie podejmowałam żadnych działań ponieważ nie
było zainteresowania przed wyjazdem. Aż tu w Paryżu słyszę " A może
poszlibyśmy do kabaretu np MOULIN ROUGE". Klient nasz pan. Dzwonię
pytając o warunki lokalowe i finansowe. Informują mnie, że jest taka
możliwość wejścia. Przyjemność taka kosztuje 112 EUR/os. Wymagane są
stroje wieczorowe. Nie wiem jak reszta, ale nie przypominam sobie, abym
pakowała coś eleganckiego. Nie wolno wchodzić w obuwiu sportowym.
Przekazuję informację. Zgłasza się, aż 6 osób w tym 4 wózki inwalidzkie.
Po obiadokolacji w restauracji, która znajduje się właśnie w pobliżu
słynnego kabaretu, daję grupie czas wolny i udaję się do Kas Kabaretu.
Zbliża się czas spektaklu. Przy wejściu stoją elegancko ubrani ludzie.
Czuję się trochę jak Kopciuszek. Podchodzą do ochroniarza i pytam po
angielsku, -"którędy do kas". Mam na szyi identyfikator. Pan patrzy na
tabliczkę i mówi: "Pani Małgorzato tędy proszę". Schodów dużo. Proszę o
pomoc przy zejściu w dół i już za chwilę mam kupione bilety na 23:00
wieczorem w niedzielę. Niestety wcześniejsze spektakle są wykupione. Tak
na wszelki wypadek, mówię, że osoby niepełnosprawne będę w obuwiu
ortopedycznym. Na koniec słyszę, że jako opiekun grupy może uda mi się
wejść gratis. Nie ukrywam, że nie zbyt chętnie gotowa byłam wydać tak
dużą kwotę na bilet. "No cóż zaprowadzę ich, a potem wrócą sami jeżeli
nie uda mi się wejść"- myślę sobie. Wracam do hotelu i przekazuję dobrą
wiadomość pytając jednocześnie zainteresowanych o stroje galowe. I się
zaczyna. Tylko Dorota i Magda mają coś lepszego do ubrania. Dzisiaj jest
piątek. W sobotę jedziemy do Wersalu.Postanawiam, że może w niedzielę
kiedy grupa z przewodnikiem będzie w Luwrze ja udam się na zakupy. Nie
wiem jeszcze, że w niedzielę praktycznie wszystkie domy towarowe w
Paryżu są pozamykane. Przekonuję się o tym sama kiedy z Anią w niedzielę
udajemy się w poszukiwanie otwartych sklepów. Pani Dorota nr 2 ( żona
Pana Marka) idzie mi z pomocą pożyczając czarną bluzkę ze srebrnym
akcentem. Nie zbyt pasuje do granatów spodni, ale nie mam wyjścia.
Zresztą do końca nie wiem czy wejdę. Punktualnie o 22:00 zamawiamy
taksówki i jedziemy do Kabaretu. Wszyscy są poinformowaniu o naszym
przyjściu. Prowadzą nas bocznym wejściem do windy ( wejście dla
artystów). Mijamy nawet pomieszczenie , w którym są trzymane żywe
zwierzęta biorące udział w przedstawieniu. Nikt mnie przepędza więc
pewnie podążam za grupą. Doprowadzają nas do Fuaye i każą czekać. Wolno
nam tylko robić zdjęcia tutaj. Zabronione jest wykonywanie fotek podczas
przedstawienia. Teatr może pomieścić 1500 osób. Na czym polega magia
tego teatru, że jest kopiowany przez inne kluby na świecie.
Moulin Rouge został otwarty 5 października 1889 przez Josepha Ollera, właściciela paryskiej Olympii położony w dzielnicy czerwonych latarni niedaleko Montmarte. Znakiem rozpoznawalnym , jest imitacja wielkiego, czerwonego młyna na dachu.
Kabaret od czasu powstania prezentuje przedstawienia taneczne, w których na scenie występują tancerze i tancerki ubrani w kolorowe, wymyślne stroje. Tancerki często prezentują się topless, ozdobione biżuterią lub barwnymi piórami.
Na przestrzeni lat Moulin Rouge stało się słynne z wykonywanego tu kankana.Wreszcie wchodzimy do ogromnej sali. Jest kilka schodków więc wózki są wnoszone przez personel kabaretu. Kierują nas do stolika na tym samym poziomie. Kelner pyta mnie kto mi dał pozwolenie ( nie mam biletu). Coś tam tłumaczę i dają mi spokój. Za chwilę na stół inny kelner przynosi 3 szampany.Trwa jeszcze chwilę za nim przedstawienie się rozpocznie. Przypatruję się innym osobom. Zdarzają się osoby w codziennym ubraniu tak jak my. Na scenie pojawia się konfekcjoner i wita publiczność w różnych językach ( nie w polskim). Przez dwie godziny mogliśmy podziwiać przepiękne, błyszczące, kolorowe i bardzo dobrze dobrane stroje mieniące się w różnorodnym świetle oraz posłuchać relaksującej muzyki. Oczywiście taniec, taniec był obecny do końca przedstawienia. Czy warto było wydać tyle pieniędzy? Moi klienci powiedzieli, że tak. Było to niezapomniane przeżycie. Może trochę inne niż wjazd na Wieżę Eiffla.Było już po pierwszej rano, następnego dnia, kiedy w dobrych humorach łapaliśmy taksówki do hotelu. Trochę inne humor miałam ja o ósmej rano ( na tą godzinę zrobiłam zbiórkę na śniadanie). To był nasz ostatni dzień, a jeszcze czekał nas rejs statkiem po Sekwanie i spacer po Polach Elizejskich. Razem z innymi osobami miałam możliwość wypić kawę w słynnej kawiarni FOUGUET'S. Cóż długo również ją będę pamiętała z powodu słonej ceny - 12 EUR kosztowała mnie kawa po wiedeńsku. Za luksus trzeba płacić.
Podsumowując uważam wycieczkę za udaną. Bardzo ważna jest na wyjazdach atmosfera. Tutaj chyba było w porządku.Towarzystwo było udane. A co grupa myśli?
Moulin Rouge został otwarty 5 października 1889 przez Josepha Ollera, właściciela paryskiej Olympii położony w dzielnicy czerwonych latarni niedaleko Montmarte. Znakiem rozpoznawalnym , jest imitacja wielkiego, czerwonego młyna na dachu.
Kabaret od czasu powstania prezentuje przedstawienia taneczne, w których na scenie występują tancerze i tancerki ubrani w kolorowe, wymyślne stroje. Tancerki często prezentują się topless, ozdobione biżuterią lub barwnymi piórami.
Na przestrzeni lat Moulin Rouge stało się słynne z wykonywanego tu kankana.Wreszcie wchodzimy do ogromnej sali. Jest kilka schodków więc wózki są wnoszone przez personel kabaretu. Kierują nas do stolika na tym samym poziomie. Kelner pyta mnie kto mi dał pozwolenie ( nie mam biletu). Coś tam tłumaczę i dają mi spokój. Za chwilę na stół inny kelner przynosi 3 szampany.Trwa jeszcze chwilę za nim przedstawienie się rozpocznie. Przypatruję się innym osobom. Zdarzają się osoby w codziennym ubraniu tak jak my. Na scenie pojawia się konfekcjoner i wita publiczność w różnych językach ( nie w polskim). Przez dwie godziny mogliśmy podziwiać przepiękne, błyszczące, kolorowe i bardzo dobrze dobrane stroje mieniące się w różnorodnym świetle oraz posłuchać relaksującej muzyki. Oczywiście taniec, taniec był obecny do końca przedstawienia. Czy warto było wydać tyle pieniędzy? Moi klienci powiedzieli, że tak. Było to niezapomniane przeżycie. Może trochę inne niż wjazd na Wieżę Eiffla.Było już po pierwszej rano, następnego dnia, kiedy w dobrych humorach łapaliśmy taksówki do hotelu. Trochę inne humor miałam ja o ósmej rano ( na tą godzinę zrobiłam zbiórkę na śniadanie). To był nasz ostatni dzień, a jeszcze czekał nas rejs statkiem po Sekwanie i spacer po Polach Elizejskich. Razem z innymi osobami miałam możliwość wypić kawę w słynnej kawiarni FOUGUET'S. Cóż długo również ją będę pamiętała z powodu słonej ceny - 12 EUR kosztowała mnie kawa po wiedeńsku. Za luksus trzeba płacić.
Podsumowując uważam wycieczkę za udaną. Bardzo ważna jest na wyjazdach atmosfera. Tutaj chyba było w porządku.Towarzystwo było udane. A co grupa myśli?
niedziela, 7 grudnia 2014
FACEBOOK JEST WSPANIAŁY, A DLACZEGO
Tak, stwierdzam, że Facebook ma również swoje dobre strony. Proszę sobie wyobrazić, że po 33 latach rozpoznała mnie koleżanka. Powiedziała mi taki komplement, że jestem bardzo podbudowana. Każdy by się ucieszył kiedy usłyszałby: " Jedno spojrzenie i cała Gośka sprzed lat". Spotykamy się w najbliższy czwartek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









