Jest prawie 1:30 rano, a jeszcze przed komputerem. Normalny człowiek śpi o tej porze. Zapomniałam hasła do bloga, a powiedziałam sobie, że muszę opisać mój powrót z Wiednia w zeszłym tygodniu.
Wracałam POLSKIM BUSEM. Nie był to mój pierwszy wyjazd z tą firmą, ale pierwszy, który będę długo pamiętała z powodu bardzo nieuprzejmego kierowcy.
Przy rezerwacji biletu zgłosiłam, że jestem osobą niepełnosprawną poruszającą się o kuli. Autobusy są piętrowe natomiast w dolnej części pokładu za kierowcą znajdują się trzy miejsca dla osób niepełnosprawnych. O godzinie 22:00 wchodzę do autobusu podaję numer rezerwacji oraz oczywiście mówię, że jestem osobą niepełnosprawną ( nie trzeba mówić widać gołym okiem, że jestem kulawa)i mam zarezerwowane miejsce na dole. Na to słyszę " nie ma żadnej rezerwacji, proszę iść na górę". Te miejsca na dole są zarezerwowane dla kierowców. Pytam dlaczego mogłam siedzieć na nich jadąc do Wiednia 5 dni temu. Inni pasażerowie stają po mojej stronie tłumacząc, że przecież jest mi trudno wejść po schodach. Pan kierowca łaskawie zgadza się, abym usiadła z przodu w tym rzędzie gdzie siedzą kierowcy. Co miałam robić. Usiadłam. Było dwóch kierowców jeden z tych mądrych "walną" się na trzech tych siedzeniach przeznaczonych dla osób niepełnosprawnych. Gdyby nie głęboka noc chyba bym dzwoniła do Centrali no, ale o tej porze prawdopodobnie nikt nie urzędował. Przez całe 12 godzin siedziałam w jednej pozycji, nie mogłam zmrużyć oka bo po prostu bałam się tirów, które wymiał kierowca przez cały czas. Oczywiście, że musiał wymijać. Gdybym siedziała na siedzeniach na których kierowcy spali nie musiałabym na to wszystko patrzeć. Kipiałam ze złości, że taki d ... potraktował mnie w ten sposób. Wychodząc z autobusu byłam sztywna. Dlatego pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po powrocie do domu to był mail ze skargą do biura. Dostałam odpowiedź po trzech dniach z przeprosinami , że takie zachowanie kierowcy było niedopuszczalne i miałam prawo siedzieć tuż za kierowcą.
Widocznie kierowca zastosował znane przysłowie " Wolność Tomku w swoim domku" Teraz prawdopodobnie zabiorą mu premię lub poniesie inne konsekwencje. Uważam, że zawsze należy interweniować w takich sytuacjach.
NOWA ZELANDIA OCZAMI KULAWEJ BLONDYNKI
czwartek, 17 października 2013
wtorek, 15 października 2013
DZIEŃ NAUCZYCIELA
Za trzy minuty dwunasta - nadal jest jeszcze poniedziałek. Dzień dzisiejszy zaczął mi się niezbyt dobrze. Po kolei. Rano wizyta na Komendzie Policji w celu złożenia zeznań. Sprawa ciągnie się od czerwca, ktoś ściągną z mojej karty kredytowej bez mojej wiedzy sporą sumę pieniędzy. Muszę przyznać, że policja w przeciwieństwie do banku stara się. Bank odwrotnie. Zastanawiam się czy nie zmienić placówki.
Wróciłam do domu i zajrzałam do skrzynki pocztowej. Zwykle robię to wieczorem, ale dzisiaj ciągnęło mnie do niej wcześniej. Otwieram, a tu nie miła niespodzianka. Zaproszenie do szkoły podstawowej w której pracowałam jako nauczyciel języka angielskiego. Nie pracuję tam już od 14 lat. Oczywiście zaproszenie było z okazji dzisiejszego Dnia Nauczyciela. Oczywiście, że idę. Do 16:00 mam 4 godziny. Muszę tylko zrobić się na "bóstwo". Za ścianą mam zakład fryzjerski. Teraz zaczynam doceniać jak to dobrze mieć tego typu usługi w pobliżu.
Pracę w szkole wspominam bardzo ciepło. Może dlatego, że zawsze lubiłam uczyć i chyba wychodziło mi to dobrze. W tamtych czasach nie było tylu osób co dzisiaj znających język angielski. Nauczyciele angielskiego byli na wagę złota. Dzieci jak to dzieci jedni się chcieli uczyć inni tylko udawali. Udaje się do szkoły i już przy wejściu znajome twarze. Nie jest jest jeszcze tak źle bo się rozpoznajemy. Uroczystość rozpoczyna się programem artystycznym w wykonaniu uczniów. W sposób żartobliwy i z humorem dzieci naśladują nauczycieli. Widownia reaguje śmiechem i dużymi oklaskami. Dostajemy symboliczne prezenty wykonane przez uczniów. Część artystyczna kończy się i my byli i obecni nauczyciele udajemy się na poczęstunek przygotowany przez dyrekcję szkoły. Teraz można spokojnie porozmawiać ze starymi znajomymi i po wspominać stare czasy. Dopiero teraz widzę, że jednak czas nie stoi w miejscu i trochę co niektórzy się postarzali. Oczywiście nie ja. Ja tylko przytyłam.
Fajnie jest kiedy spotykają nas miłe rzeczy, których nie planowaliśmy. Gdybym otworzyła skrzynkę wieczorem na pewno nie byłabym w tak dobrym humorze pod koniec dnia jak teraz jestem.
Wróciłam do domu i zajrzałam do skrzynki pocztowej. Zwykle robię to wieczorem, ale dzisiaj ciągnęło mnie do niej wcześniej. Otwieram, a tu nie miła niespodzianka. Zaproszenie do szkoły podstawowej w której pracowałam jako nauczyciel języka angielskiego. Nie pracuję tam już od 14 lat. Oczywiście zaproszenie było z okazji dzisiejszego Dnia Nauczyciela. Oczywiście, że idę. Do 16:00 mam 4 godziny. Muszę tylko zrobić się na "bóstwo". Za ścianą mam zakład fryzjerski. Teraz zaczynam doceniać jak to dobrze mieć tego typu usługi w pobliżu.
Pracę w szkole wspominam bardzo ciepło. Może dlatego, że zawsze lubiłam uczyć i chyba wychodziło mi to dobrze. W tamtych czasach nie było tylu osób co dzisiaj znających język angielski. Nauczyciele angielskiego byli na wagę złota. Dzieci jak to dzieci jedni się chcieli uczyć inni tylko udawali. Udaje się do szkoły i już przy wejściu znajome twarze. Nie jest jest jeszcze tak źle bo się rozpoznajemy. Uroczystość rozpoczyna się programem artystycznym w wykonaniu uczniów. W sposób żartobliwy i z humorem dzieci naśladują nauczycieli. Widownia reaguje śmiechem i dużymi oklaskami. Dostajemy symboliczne prezenty wykonane przez uczniów. Część artystyczna kończy się i my byli i obecni nauczyciele udajemy się na poczęstunek przygotowany przez dyrekcję szkoły. Teraz można spokojnie porozmawiać ze starymi znajomymi i po wspominać stare czasy. Dopiero teraz widzę, że jednak czas nie stoi w miejscu i trochę co niektórzy się postarzali. Oczywiście nie ja. Ja tylko przytyłam.
Fajnie jest kiedy spotykają nas miłe rzeczy, których nie planowaliśmy. Gdybym otworzyła skrzynkę wieczorem na pewno nie byłabym w tak dobrym humorze pod koniec dnia jak teraz jestem.
poniedziałek, 14 października 2013
Niedziela
Skasowała mi się cała relacja z Wiednia. Chyba jednak muszę sie jeszcze dużo nauczyć. Nauczka na przyszłość, aby zapisywać wszystko w innych plikach. Postaram się wszystko odtworzyć.
Dzisiaj skończyłam czytać książkę Macieja Pieprzycy - Chce się żyć. Opowieść oparta na prawdziwych wydarzeniach osoby cierpiącej na dziecience porażenie mózgowe. Przez otoczenie uważany jest również za osobę intelektualnie niedorozwiniętą. A jego problemem jest to, że nie może mówić. Piękna i poruszająca książka.
Przykre jest to, że spotykając osoby z głębokim porażeniem mózgowym, które mają problemy z mówieniem oceniamy je niewłaściwie. Kilkakrotnie organizowałam wyjazdy dla takich osób i stwierdzam, że nigdy nie miałam z nimi żadnych problemów. Zawsze zadowolone i uśmiechnięte. Ostatnio wracaliśmy razem z Berlina i Poczdamu. Podróżowaliśmy całą noc i nie było żadnych problemów. Osoby zdrowe kazałyby sto razy sie zatrzymać na toalety.
sobota, 12 października 2013
Sobota
Właściwie to już jest po sobocie. Do niedzieli zostało tylko pół godziny. Dzień przeszedł mi na porządkach domowych oraz pisaniu EURO CV, które jest potrzebne do zakwalifikowania się do projektu międzynarodowego na temat turystyki osób niepelnosprawnych. Czy przejdę - trudno powiedzieć. Jeśli jednak nie spróbuję nie będę tego nigdy wiedziała.Do odważnych świat należy.
czwartek, 10 października 2013
czwartek, 3 października 2013
Zmęczona
Dzisiaj miałam dzień pracowity - organizacja imprezy w restauracji dla międzynarodowej grupy. Kiedy obsługuje się gości niepełnosprawnych wszystko musi być uzgodnione do końca. Musiałam zorganizować rampę do schodów po czym okazało się, że nie była naprawdę potrzebna. Ale była. Impreza chyba udała się. Goście zadowoleni. Przygrywała kapela grająca polską muzyka ludową. Proszę zgadnąć jaka to restauracja?
wtorek, 1 października 2013
Podsumowanie mienionego miesiąca
Cieszę, że się, że wrzesień jest już za nami. Z drugiej strony czy
to jest powód do radości? Do końca roku zostało tylko 3 miesiące.... Wrzesień nie był dla mnie łaskawy. Wszystko zaczęło się 31 sierpnia praktycznie
brakowało niecałą godzinę do 1 września. Pakowałam się do Tallinna gdzie
jechałam z grupą osób niepełnosprawnych, jako pilot. Nieszczęśliwie walizka razem
ze stolikiem przeważyła się i wylądowała na mojej prawej dłoni. Słyszałam tylko
chrup. Chodzę o kuli, którą właśnie trzymam w prawej ręce. Myślę chwilę- czy mam
jechać na ostry dyżur do szpitala. Boję się jednak, że może się zakończyć
gipsem. Biorę tabletkę przeciwbólową i żelki z zamrażalki na rękę, oby do rana. Modlę się,
aby nie było złamania. Z owiniętą ręką bandażem starałam się trzymać dzielnie w Tallinie. O Tallinnie i Helsinkach napiszę więcej w MOICH
PODRÓŻACH. Niestety po powrocie ból nie ustępował,
więc udałam się do lekarza. I co się okazało – mam pękniecie kości w
nadgarstku. Dostałam ortezę, która popsuła się po dwóch dniach. Nic dziwnego,
czego się można spodziewać po 45 PLN. Kolejna już była mocniejsza i kosztowała
zdecydowanie więcej. Trudno mi było tylko egzystować zwłaszcza w kuchni ( udało
mi się jednak zrobić kila słoiczków powideł) i poruszać się po ulicy. Każdy zwracał
uwagę na moją ręką w ortezie i kulę. Wyglądałam jakbym była po bardzo poważnym urazie. Na szczęście teraz idzie ku lepszemu.
Zmieniam wątek. Jeden z moich klientów z zagranicy przysłał mi zapytanie o
wynajęcie łóżka ortopedycznego, które miałoby być wstawione do pokoju
hotelowego. Obdzwoniłam kilka hoteli, które odpowiadały mi negatywnie tłumacząc
brakiem miejsca. Na zachodzie takie zapytania to rzecz normalna, u nas jeszcze nie. Fajne jest to, że coraz
więcej osób niepełnosprawnych podróżuje pomimo swojej niepełnosprawności.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
